Nigdy nie powinno się zapominać o swoim pochodzeniu. Mam jednak wrażenie, że gatunek ludzki dotknęła zbiorowa amnezja. Człowiek jest częścią przyrody i to właśnie bogactwa naturalne służą najlepiej naszym organizmom. Mimo tej oczywistej prawdy, większość tego co jemy i czego używamy, z naturą nie ma nic wspólnego. Jedzenie nafaszerowane składnikami, których nazwy trudno wymówić. Kosmetyki robione z surowców, o których istnieniu nawet nie wiemy i wiedzieć nie chcemy. Nic odkrywczego – na pewno każdy gdzieś już o tym słyszał. Mimo tego nadal kupujemy taką żywność i używamy takich kosmetyków. Zachowujemy się wtedy jak palacze, którzy z premedytacją ignorują napisy typu „palenie powoduje raka”, żeby w spokoju móc zaspokoić swój nałóg i iść dalej. Pojawia się jednak pytanie: co z jakością naszego życia?

Jeśli dopiero zaczynasz otwierać oczy na wszechobecność szkodliwych produktów, to pewnie nawet nie wiesz czym jest dobra jakość. Podpowiem na zachętę, że dobra jakość życia jest czymś bardzo trudnym dla początkujących. Nie będę Cię oszukiwać, bo dokonanie pozytywnych zmian wymaga szczerości. Powrót do natury nie jest prosty. Im bardziej próbujemy się do niej zbliżyć, tym bardziej zdajemy sobie sprawę jak daleko się od niej oddaliliśmy. To jest właśnie czas, kiedy słysząc, że nasze ulubione wędliny złożone są z konserwantów, zmielonych chrząstek i sztucznych barwników, nie zachowujemy się jak palacz ignorujący informację o raku. Zamiast tego przestajemy je kupować, bo widzimy, że ten smakołyk jest w istocie po prostu trujący. Podobnie rzecz ma się z bardzo wieloma produktami zarówno żywnościowymi, jak i tymi przeznaczonymi do pielęgnacji ciała. Natura nie karmi nas glutaminianem czy naftą. Natura nie jest odpowiedzialna za nasze wysypki, niestrawności, problemy z cerą, zmęczenie czy apatię. To wszystko jest sprawką chemicznych mieszanek, którymi nagminnie podtruwa się współczesny człowiek.

Cała trudność odrzucenia tak wątpliwej jakości życia polega na tym, że brakuje nam porównania. Większość z nas zakażona jest szkodliwą żywnością i kosmetykami już od dzieciństwa. Nie wiemy jak to jest żyć w zgodzie z naturą. Zapewniam Cię jednak, że to ogromna zmiana, zarówno w wyglądzie jak i w samopoczuciu. Cynikom zaznaczam – nie chodzi o życie w lepiance na skraju lasu. Chodzi o proste rozwiązania typu: jem niskoprzetworzone rzeczy, których pochodzenie jest mi znane i używam wyłącznie roślinnych kosmetyków. Największa trudność polega na wyrzeczeniu się tego co znasz i co wydaje się dobre, pachnące i smaczne. Może gdyby zjedzenie sztucznej żywności powodowało natychmiastowy, palący ból brzucha, to łatwiej byłoby nam zaakceptować smutne fakty i przestać ją spożywać. Prawda jest taka, że sztuczne wyroby szkodzą powoli. Efekty nie będą natychmiastowe, ale będą regularne, coraz częstsze i coraz bardziej dotkliwe. Tak działa chemia w produktach. Cicho i niepostrzeżenie podkrada się do konsumenta, łapie go w swoje chemiczne pazurki i powoli wyniszcza organizm. Dlatego tak ważne jest, aby uświadomić sobie powagę sytuacji, jaką jest narzucanie nam szkodliwych produktów. Trzeba nauczyć się rozpoznawać wroga i dostrzegać przyjaciela. Większość informacji, które wam to umożliwią znajdziesz na moim blogu. Wystarczy tylko poświęcić trochę czasu. Zapewniam Cię, że wyrzeczenie się laboratoryjnych wynalazków, na rzecz naturalnych produktów, to podarowanie sobie zupełnie nowej jakości życia. Kiedy już ktoś tego spróbuje, nie trzeba go więcej przekonywać. Największy problem to pierwszy krok, ale w tym przypadku naprawdę warto!