Takie powiedzenie zdarza nam się słyszeć dość często, ale rzadko kiedy tak naprawdę się nad nim zastanawiamy. Woda to życie! I nie chodzi bynajmniej tylko o to, że bez niej w ogóle nie byłoby na naszej Ziemi wszystkiego tego, co po niej chodzi, biega, lata, pływa, skacze czy zwyczajnie, w spokoju rośnie. Rzecz w tym, że od ilości – i jakości – spożywanej wody w olbrzymim stopniu zależą także nasze zdrowie i jakość życia.

Przede wszystkim: na wodzie nie warto oszczędzać. Choć niektórym z nas wydaje się, że potrzeby organizmu człowieka w tym względzie są w zupełności pokrywane przez kuchenny kran, to w praktyce nie jest to do końca prawda. Jasne, że pijąc „kranówkę” można przeżyć i wbrew rozpowszechnianym czasem mitom można ją nawet pić „surową”, bez gotowania czy jakiejkolwiek innej obróbki (na ogół nie jest to co prawda doświadczenie zbyt przyjemne, choć w miarę popularyzowania się alternatywnych do chlorowania technologii oczyszczania i to ulega stopniowej zmianie). Woda trafiająca do obiegu kranowego jest jednak niemal pozbawiona wielu ważnych dla człowieka minerałów – musi taka być, by nadawać się np. do użytku w pralkach czy zmywarkach. Na ogół w wodzie kranowej jest zaledwie ok. 250 mg składników mineralnych na litr. Dla porównania woda mineralna ma ich co najmniej 1000 mg/l, wody wysokomineralizowane od 1500 do 4000g/l, zaś tzw. wody lecznicze przeszło 4000 mg/l.

Jaką wodę powinniśmy pić?

Dla większości osób odpowiedzią zdaje się być: im bardziej mineralizowana, tym zdrowsza. To, niestety, kolejny mit i nie należy w niego wierzyć, bo może to mieć negatywne konsekwencje dla naszego zdrowia. Z wodami wysokomineralizowanymi i leczniczymi jest tak, jak z witaminami – zdecydowanie nie należy z nimi przesadzać, bowiem nawet to, co generalnie jest dla nas zdrowe, w nadmiarze może okazać się szkodliwe. Woda mocno nasycona składnikami mineralnymi często ma także swój własny, charakterystyczny smak, co powoduje, że stosowanie jej do wszystkiego – np. zup, czy innych posiłków – może być też zwyczajnie niepraktyczne.

Nie polecam również sprzedawanych często w większych butlach tzw. wód źródlanych, a tym bardziej stołowych. W praktyce współcześnie większość z nich składem nie różni się wcale od zwyczajnej wody kranowej – tego typu produkty są w dużej mierze przeżytkiem, reliktem z czasów, gdy „kranówka” rzeczywiście nie była zdatna do picia. Nieprzypadkowo w niektórych sieciach sklepów w krajach Unii Europejskiej (np. Coop we Włoszech) wody źródlane i stołowe nie są już sprzedawane.

Chcąc dbać o zdrowie najlepiej zdecydować się na spożywanie wody mineralnej. Co jednak ważne, musi być to woda odpowiednia, a najlepiej, by była dostosowana swoim składem do naszych potrzeb żywieniowych. Podobnie jak w przypadku wszystkiego innego – kosmetyków, żywności – gorąco zachęcam do dokładnego czytania etykiet i składów. Najgorsze, co możemy zrobić wydając w sklepie pieniądze na wodę mineralną, to kupować ją bezrefleksyjnie, wybierając według ceny, zobaczonej w telewizji reklamy, czy z powodu atrakcyjnej wizualnie etykiety.

Więcej o składnikach wód mineralnych, a także zasadach ich spożywania (owszem – pewne są!) napiszę w drugim tekście poświęconym temu tematowi.