Smog jest ostatnimi czasy jednym z najważniejszych tematów – i to zarówno w mediach głównego nurtu, jak i tych bardziej niszowych. O złej jakości powietrza w Polsce grzmią niemal wszyscy i nie ma w tym niczego dziwnego. W niektóre dni poziom stężenia szkodliwych dla człowieka pyłów PM10 kilkukrotnie przekracza bezpieczne normy nawet w Warszawie, nie wspominając już o miejscach regularnie i od lat będących w znacznie gorszej sytuacji. Szczególnie źle jest na Śląsku i w Małopolsce – w Skale, miejscowości położnej w tym drugim województwie, powietrze jest obecnie gorsze niż w niejednokrotnie wyśmiewanym u nas w tym kontekście Pekinie. Normy przekraczane są o 2000%! To naprawdę musi dawać do myślenia.

Dusimy się coraz bardziej

Nie będę was tutaj zanudzała przydługim wyjaśnianiem pojęcia smogu i przyczyn, dla których jest dla nas niebezpieczny. Te informacje znajdziecie w wielu innych zakątkach Internetu. Pozwolę sobie jedynie na krótką uwagę i podkreślenie, że zanieczyszczone powietrze rzeczywiście groźne jest i nie należy traktować go w kategoriach problemu teoretycznego czy biadolenia przewrażliwionych ekologów. Zgodnie z szacunkami ekspertów ta „teoria” i to „biadolenie” zabijają w Polsce rocznie nawet do 45 tys. ludzi! Tak, aż tyle!

Na szczęście coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z zagrożenia i palącej potrzeby poprawienia jakości powietrza, którym oddychają. Rosnącą popularnością cieszą się różnego rodzaju filtry i oczyszczacze i jeśli tylko możecie sobie na nie pozwolić, gorąco zachęcam do takiej inwestycji. Niestety, obecnie wciąż są to rzeczy dość drogie i nie każdego na nie stać. Dlatego też warto zainteresować się może mniej wydajnym, ale za to nieporównywalnie łatwiej dostępnym sposobem na oczyszczanie powietrza w swoim mieszkaniu. Jakim? To bardzo proste…

Zieloni, doniczkowi zbawcy

Najprostszym sposobem jest przekonanie się do hodowania w domu roślin doniczkowych. Istnieje szereg gatunków, które świetnie radzą sobie z usuwaniem z naszego otoczenia różnego rodzaju toksyn. Zainteresować warto się na przykład skrzydłokwiatem, który radzi sobie z truciznami takimi jak m.in. z benzen, aceton, formaldehyd czy trójchloroetylen, czy też podobnie działającym, popularnym fikusem. Dobrze sprawdza się chamedora, głównie skuteczna w usuwaniu formaldehydu – to jednak o tyle ważne, że jest on składnikiem wielu dezodorantów, a pamiętajmy, że smog to nie jedyne źródło trucizn, o czym wspominałam już tutaj niejednokrotnie. Pośród innych wartych uwagi doniczkowców wymienić warto draceny (także usuwają formaldehyd), dość powszechnie spotykane bluszcze, czy paprotki, które poza wchłanianiem szkodliwych substancji doskonale nawilżają powietrze. Wreszcie, palacze powinni poważnie rozpatrzyć ozdobienie domu schefflerami – roślina ta doskonale radzi sobie z absorbowaniem szkodliwych składników dymu tytoniowego.

Niewątpliwą zaletą roślin doniczkowych jest także to, że poza zbawiennym wpływem na nasze otoczenie poprawiają także estetykę pomieszczeń. Wspomniany już skrzydłokwiat zakwitnie dla nas przepięknymi, ozdobnymi kwiatami, odpowiednio ulokowane paproć lub chamedora (nieprzypadkowo nazywana „palmą domową”) wprowadzą nieco zielonej egzotyki do sypialni, a fikus świetnie skomponuje się z salonem czy pokojem gościnnym.

Jak się nie ma, co się lubi…

Na koniec warto podkreślić, że rośliny domowe nie zastąpią z pewnością pełnoprawnego, wydajnego systemu filtracyjnego – nie należy się spodziewać, że z powodu jednej doniczki dojdzie do jakiejś drastycznej poprawy. Nic nie powstrzymuje nas jednak od wprowadzania do naszych mieszkań coraz większej ilości zieleni, a jak mówi stare przysłowie „ziarnko do ziarnka…”. Szczególnie zachęcam do umieszczania doniczek z wymienionymi wyżej roślinami w miejscach, w których przebywamy często lub odpoczywamy, takich jak sypialnia, pracownia, biuro czy pokój dziecięcy. Jeśli niewielkim nakładem sił i środków możemy pozytywnie wpłynąć na jakość powietrza, którym oddychamy na co dzień, czemu mielibyśmy tego nie zrobić?