„Rozpuszczają się w ustach, a nie w dłoni”. To jedno z tych haseł reklamowych, które każdy z nas zna na pamięć. Cóż, może i się rozpuszczają, ale na pewno nie w moich – ani dłoniach, ani ustach, skoro już o tym mowa! Choć mało kto zdaje sobie z tego sprawę, popularne, kolorowe cukierki od M&M’s to prawdziwa „skarbnica” substancji szkodliwych dla człowieka.

Co takiego zawierają?

Zacznijmy od barwika. Czerwone M&M’s nabierają swojego pięknego koloru m.in. dzięki sztucznemu barwnikowi Red Dye #2 (tłum. z ang. to po prostu „Czerwony Barwnik #2”, który już w 1976 został uznany przez tzw. CPSI (Centrum Naukowe na rzecz Interesu Publicznego) za substancję rakotwórczą. Firma odmówiła wielokrotnym wezwaniom do zastąpienia szkodliwej substancji alternatywą, nie zgodziła się także na oznaczenie opakowań stosownym ostrzeżeniem.

Red Dye #2 to jednak nie jedyny „smakołyk” w popularnych pastylkach, a nawet nie jedyny szkodliwy barwnik. Dla przykładu, również stosowane w nich obydwa warianty niebieskich barwników są powiązane z różnorakimi problemami zdrowotnymi. Blue Dye #1 (Niebieski Barwnik #1) ma potwierdzone badaniami naukowymi na szczurach działanie rakotwórcze, a do tego może powodować obniżanie się ciśnienia krwi, jest alergenem i ułatwia rozwój astmy. Z kolei Blue Dye #2, również powiązany z rozwojem guzów, zdaje się mieć związek z niewłaściwym rozwojem komórek w ciele oraz nadaktywnością u dzieci. Barwnik żółty (Yellow Dye #5) jest rozpoznanym alergenem, może prowadzić do problemów behawioralnych u dzieci, zaś jego alternatywa (Yellow Dye #6) wywołuje między innymi biegunkę, wymioty, reakcje alergiczne, nadaktywność, a nawet migreny.

Szkodzi nie tylko kolor!

Poza barwnikami masowo połykane przez nasze dzieciaki cukierki M&M’s zawierają też między innymi tzw. lecytynę sojową. Tę nazwę kojarzy pewnie każdy, kto interesował się kiedyś tematem GMO – żywności modyfikowanej genetycznie. Temu zagadnieniu poświęcę niedługo nieco więcej miejsca na moim blogu, ale póki co ważnym jest, by wiedzieć, że większość (ok. 93%) soi dostępnej dziś na półkach sklepowych, czy to w czystej postaci, czy w produktach przetworzonych to warzywa modyfikowane genetycznie, a co za tym idzie, o wątpliwej jakości. Mam świadomość, że soja jest wykorzystywana jako zamiennik mięsa w wielu wegańskich i wegetariańskich daniach i dla wielu osób stanowi nieodłączny składnik jadłospisu. Z uwagi na jej pochodzenie i sposób uprawiania, planując swoje zakupy i dietę znacznie zdrowiej jest jednak zdecydować się na jej omijanie.

Poza tym: czekolada! Pamiętajmy o tym, że produkty pochodzące od zwierząt to nie tylko te oczywiste, leżące na sklepowych półkach rzeczy jak mleko, jogurty czy sery, ale także jedzenie wytwarzane z ich wykorzystaniem. Dla przykładu, typowa, stosowana w większości słodyczy czekolada produkowana jest z użyciem mleka krowiego. Może ono na przykład powodować wzdęcia oraz gazy i ma generalnie niezbyt dobry wpływ na układ trawienny. W czekoladzie jest też pełno przetworzonego cukru. Ten, choć zapewnia nam krótkotrwały zastrzyk pozytywnej energii, w praktyce jest pełen pustych kalorii i nie zawiera dosłownie żadnych wartości odżywczych. Do tego zaburza przemianę materii, wytwarza kwasy organiczne, rozregulowuje przemianę mineralną i podnosi poziom insuliny we krwi, obniżając tym samym naszą sprawność fizyczną i intelektualną. Co szczególnie ważne dla wegan, cukier upośledza przyswajanie witamin z grupy B, a niektóre ich typy (B12) nawet bez tego wymagają w przypadku diety zielonej suplementacji.

Podsumowując: zapomnijcie o reklamach wesołych cukierków przybijających sobie „piątkę”. Gorąco polecam trzymanie się od tego paskudztwa z daleka.