Są takie potrawy, które zna każdy z nas. Potrawy, na których samą myśl cieknie nam ślinka ale o szkodliwości których grzmią wszyscy – od znajomych, przez lekarzy i dietetyków, na mediach kończąc. Jak to jednak z nimi jest w rzeczywistości – czy naprawdę szkodzą, czy cała histeria z nimi związana wynika tak naprawdę ze sprytnie rozkręconej machiny marketingowej, która ma na celu promowanie jakiegoś produktu alternatywnego? Niestety nie mam dobrych wieści: zwykle rzeczywiście coś jest w tych miejskich legendach. Żeby jednak naprawdę odpowiedzieć na to pytanie każdemu z takich ulubionych, grzesznych punktów w jadłospisie trzeba przyjrzeć się z osobna. Na pierwszy ogień pójdą więc…

Frytki moje kochane, czyli straszny ten głęboki olej

Pachnące, chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku kawałki smażonego ziemniaka. Ukochane zarówno przez miłośników domowej kuchni, jak i fanów różnego rodzaju przybytków typu fast food. Niejednemu ślinka cieknie na samą myśl o frytasach i trudno się dziwić, bo właściwie przygotowane: z dobrych ziemniaków, na świeżym oleju, dopieczone, wypieczone, ale nie spalone – smakują naprawdę doskonale i pasują niemal do wszystkiego.

Czy frytki są niezdrowe?

Problem w tym, że mimo pozornie niegroźnych składników (ot, ziemniaki, wydawałoby się…) frytki są istną kopalnią szkodliwych substancji i potencjalnych kłopotów ze zdrowiem. Wszystko przez proces ich obróbki. Smażenie na głębokim oleju wyciąga z ziemniaka wszystko to, co z dietetycznego punktu widzenia jest w nim warte uwagi i zastępuje to… trucizną. I to niestety całkiem dosłownie. Pod wpływem wysokiej temperatury z frytek (i wszelkich innych produktów zawierających skrobię) wydziela się tzw. AKRYLAMID – toksyna, z której produkuje się np. plastik czy gumę, a która w ludzkim ciele może powodować m.in. raka układu pokarmowego i uszkodzenie systemu nerwowego. Dodatkowo, regularne spożywanie frytek bardzo mocno zwiększa ryzyko wystąpienia chorób serca, może powodować miażdżycę i wywołuje w organizmie przewlekły stan zapalny. Stężenie akrylamidu we frytce tysiąckrotnie (!) przekracza dopuszczalne normy.

To nie czcze gadanie, żarty, ani przelewki – ten smakołyk naprawdę jest bardzo groźny. Zdaniem niektórych naukowców i lekarzy frytki zasługują wręcz na miano najbardziej niebezpiecznego, znanego pokarmu dla ludzi. Co gorsza, grupę szczególnego ryzyka stanowią dzieci – wszystko dlatego, że dawka trucizny przeliczana jest na kilogram wagi ciała. To więc, co dla dorosłego, ważącego 90 kg mężczyzny stanowi tysiąckrotne przekroczenie normy, dla 30-kilogramowego dziecka będzie jeszcze trzykrotnie bardziej szkodliwe. 3000% (!!) dopuszczalnej normy neurotoksyny w kawałku ziemniaka? Te liczby mówią same za siebie i mam nadzieję, że przemawiają do wyobraźni.

Jakby tego wszystkiego było mało, frytki stanowią istną bombę kaloryczną, która skutecznie zrujnuje wszelkie próby utrzymania linii. W 100 gramach tego smakołyku znajduje się ponad 300 kalorii – przeszło czterokrotnie więcej, niż w tej samej ilości nieprzetworzonego ziemniaka.

Jeśli już – KONIECZNIE w domu

Nie zamierzam Was okłamywać – frytki zdrowe nie będą nigdy. Wiadomo jednak, że czasem każda z nas ma ochotę na coś, czego w gruncie rzeczy jeść nie powinna. Jeśli nie potraficie wyobrazić sobie swojego jadłospisu bez okazyjnie goszczących w nim frytek, jedyną radą, którą mogę Wam dać jest: przyrządzajcie je same. Po pierwsze, macie wówczas pewność, że w jedzeniu nie znajdzie się żadna (dodatkowa) paskudna chemia, po drugie możecie same decydować o tym, jak zostaną przygotowane. Jeśli chcecie frytki smażyć korzystajcie ze specjalnych, przeznaczonych do tego typu zastosowań olejów. Pozwoli to nieco ograniczyć poziom wydzielanego akrylamidu. Z kolei wartość kaloryczną tej potrawy drastycznie zmniejszyć można decydując się na pieczenie w piekarniku zamiast smażenia. W obydwu przypadkach pamiętajcie, by nie wypiekać frytek za mocno – powinny być miękki i ciepłe w środku, lekko zarumienione, ale nie złote lub ciemnozłote. Co do zasady: czym ciemniejsza frytka, tym większy w niej poziom trucizny.