Jedną z najczęstszych odpowiedzi, z którymi spotykam się nakłaniając ludzi do zdrowego, zielonego życia jest „Ech, no chciałabym, ale to jest przecież takie drogie…”. Rozprawmy się zatem z mitem, który czyni ogrom szkód w życiu wielu osób.

Weganizm wcale nie musi być drogi, a już z pewnością drogie nie jest wegańskie jedzenie. To stereotyp, który powstał w wyniku utożsamiania diety wege z przetworzonymi produktami roślinnymi, mającymi zastępować potrawy pochodzenia zwierzęcego. By stworzyć zdrowy, zrównoważony jadłospis wcale nie musicie codziennie dolewać mleka sojowego i wrzucać (skądinąd pysznych) roślinnych kiełbasek do Waszego wiedźmiego kotła!

Chcę Wam przypomnieć, od czego to wszystko tak naprawdę się zaczyna – a zaczyna się od natury! Warzywa i owoce nie rosną przecież zapakowane w worki w sklepowych zamrażarkach. Kupujesz regularnie ziemniaki, kalafiora, ryż czy fasolę? Lubisz ogórki i pomidory? Nie możesz sobie wyobrazić dnia bez deseru w postaci pysznego jabłka? Gratuluję, podstawy wege diety masz już opanowane! Czy któraś z tych rzeczy wydaje Ci się szczególnie droga?

Jasne, że weganizm ma do zaoferowania wiele innych smaków i potraw. Próbuję jednak uświadomić Wam prostą prawdę: zielona dieta to kwestia selekcji i proporcji. Tu nie chodzi o dodawanie do lodówki zupełnie nowych rzeczy, a o usuwanie z niej tego, co niezdrowe i nieetyczne. Jeśli zaczniecie się nad tym zastanawiać, szybko dojdziecie do wniosku, że warzywa i owoce to jedne z najtańszych elementów składowych Waszego jadłospisu – co w praktyce czyni dietę wegańską jednym z najtańszych sposobów na życie.
Zdobądźmy się na odrobinę odwagi i przyznajmy uczciwie: „wysoki koszt” diety wegańskiej to często zwyczajna wymówka, która pozwala nam wymigać się od wprowadzenia w naszym życiu zmian. Doskonale wiem, że zrobienie pierwszego kroku nie jest łatwe. Po to właśnie macie mnie i po to istnieje GreenWitch. Wprowadzę Was na zieloną ścieżkę i pokażę, że wcale nie jest taka wyboista.