Pamiętacie „Muminki”? Moją ulubioną postacią był włóczykij. Pojawiał się znikąd i zawsze sprawiał wrażenie, że wie więcej niż wszyscy pozostali bohaterowie. Pomagał im rozwiązać jakiś problem i znikał tak szybko jak się pojawił. Włóczykij był prawdziwym podróżnikiem. Takim, który nie ma domu, bo dom by go ograniczał. Włóczykij był szczęśliwy będąc w drodze. Nigdy nie posunęłabym się tak daleko, żeby zrezygnować ze swojego domowego gniazda, ale podróżować uwielbiam. Miejsce do którego chcę pojechać jest ważne, ale ważniejszy jest sam fakt, że wyjeżdżam. Dlaczego? Bo wiem, że oprócz zwiedzania czeka mnie cały pakiet osobistych korzyści.

Dobry plan to podstawa, ale w podróży na pewno „sprawa się rypnie”. Takie momenty, kiedy nie wszystko dzieje się zgodnie z planem są super, bo pobudzają kreatywność i zaradność. W toku codziennych obowiązków zdarza się, że nie wszystko idzie po naszej myśli, ale są to raczej niewielkie odstępstwa od normy. W podróży to zawsze są zmiany, które zmuszają do reorganizacji całego grafiku. Czasem trzeba się naprawdę nagłowić. Jednak gdy potem wracam do domu i napotykam drobną przeszkodę, wiem, że to dla mnie bułka z masłem

Podróże to także doskonała okazja, żeby poznać lepiej samą siebie i swoje możliwości. Oczywiście fajnie jest ruszać w świat z rodziną lub przyjaciółkami, ale czasem dobrze jest pojechać gdzieś samej i zdać się jedynie na własne siły. Nie musi to być koniec świata. Czasem wystarczy weekendowa górska wycieczka. Odrywając się od codziennych zajęć i zostawiając znajome twarze w domu, można się też doskonale zdystansować od problemów. Zapewniam, że na górskim szlaku znajdziesz takie rozwiązanie problemu, jakie nigdy nie przyszłoby Ci do głowy w twojej kuchni.

Kolejnym powodem, dla którego uwielbiam wyjeżdżać jest… powrót do domu. Jestem typem podróżniczki, która musi mieć swoją bazę. Lubię raz na jakiś czas być daleko od swojego gniazda, bo to pozwala mi za nim tęsknić i docenić to, co mam. Po wojażach z radością wracam do domu i zanurzam się w czeluściach ukochanego łóżka. Zwłaszcza ta pierwsza noc po podróży jest bezcenna.

Istotnym powodem dla którego co jakiś czas pakuję walizki jest także chęć obcowania z naturą. Jestem w końcu GreenWitch, więc bliskość natury jest mi potrzebna do szczęścia. Świat składa się z niezliczonej ilości przepięknych krajobrazów. Czasem stając oko w oko z ich urodą brakowało mi tchu. Były to także momenty, kiedy uświadamiałam sobie, jak słuszną drogę obrałam. Żyć w zgodzie z takim pięknem, czy robić z siebie szczura doświadczalnego wielkich koncernów? Wybór jest aż nazbyt oczywisty.

Co jeszcze? Najważniejsze wartości, jakie czerpie z podróży to wiara w siebie i pozytywne nastrojenie. Zmiana otoczenia to zawsze mały test dla charakteru i umiejętności przetrwania. Jeśli sobie poradzisz to bardziej w siebie wierzysz. Ta wiara już z Tobą zostaje i to jest wspaniałe. Zabierasz ją do domu i dzięki temu stajesz się silniejszym człowiekiem. Wyjazd jest także dobrą okazją żeby naładować baterie, odpocząć i spojrzeć na codzienność łaskawszym okiem. Na wyjeździe życie jest mniej przewidywalne, ale łatwiejsze. Zapewne dlatego, że ten czas traktujemy z większym luzem. Do zmian w grafiku podróżnym nie podchodzimy tak poważnie, jak do zmian w grafiku pracy. To w końcu tylko wyjazd, który wkrótce dobiegnie końca. Zachęcam Was, aby zmiany w życiu traktować tak jak te w podróży. Zdarzają się i najłatwiej sobie z nimi poradzić mając uśmiech na twarzy i pozytywne nastawienie. Samych wyjazdów nie traktujcie jako przerwy w życiu, lecz jako jego część. Tylko wtedy będziecie mogły czerpać z podróży korzyści, które zaprocentują po powrocie do domu. No to co… pakujemy się!