GMO to skrót od Genetically Modified Organism, czyli w wolnym tłumaczeniu z angielskiego Organizm Modyfikowany Genetycznie. Terminem tym od lat określa się całą gamę warzyw, owoców, a nawet zwierząt, których DNA zostało przez człowieka przekształcone w celu osiągnięcia konkretnych rezultatów. Jakich? Po co? Czy to na pewno zdrowe? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w serii tekstów poświęconych temu tematowi.

Po co to wszystko?

Jak mówi stare porzekadło: „jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze”. I o nie właśnie przede wszystkim toczy się gra w przypadku GMO. Bynajmniej nie mam przy tym na myśli jakichś drobnych na waciki, ale naprawdę potężne sumy. Dla przykładu, w Internecie nie trudno trafić na zdjęcia porównujące znajdującego się „w produkcji” w laboratoriach firmy Aqua Bounty Technologies, genetycznie zmodyfikowanego łososia z jego naturalnym odpowiednikiem. Badania wykazują, że „podkręcona” ryba rośnie dwukrotnie szybciej nawet w porównaniu do takiej odmiany łososia, która przez wieki była udoskonalana w drodze hodowli selektywnej. Zysk dla hodowcy jest w tym wypadku oczywisty.

Przekształcana żywność może być odporniejsza na ataki owadów oraz wirusy. Trwają także prace nad kolejnymi projektami, na przykład bogatszym w witaminy ryżem, czy zawierającymi szczepionki (na żółtaczkę typu B i inne choroby) tytoniem, ziemniakami, i kukurydzą. Technologia ta może znaleźć zastosowanie także w przemyśle paliwowym. Pozornie brzmi to wszystko fantastycznie! Pozornie…

To w czym problem?

Przede wszystkim w tym, że człowiek para się rzeczami, o których nie ma wystarczającej wiedzy, jak zwykle dostrzegając tylko doraźne korzyści. Wyobraźmy sobie na przykład, co by się stało, gdyby taki zmodyfikowany genetycznie łosoś wydostał się kiedykolwiek poza obręb hodowli? W jaki sposób nagłe pojawienie się ryby, która dorasta dwa razy szybciej, a tym samym i dwa razy szybciej się rozmnaża, może wpłynąć na lokalny ekosystem? A co z roślinami, których uprawy często ciężko dokładnie kontrolować (bo nasiona niektórych z nich mogą być np. rozprzestrzeniane przez wiatr)? W zasadzie to nawet nie jest pytanie: znany jest przypadek modyfikowanej „Kukurydzy BT”, której badania dowiodły, że powoduje zauważalne zwiększenie śmiertelności tzw. motyli monarszych. Co z kolei przekłada się oczywiście na kolejne komplikacje, bo w naturze wszystko zawsze stanowi zespół naczyń połączonych.

Ktoś powie, że to tylko takie gadanie, ale… co jeśli zamiast jeziora czy rzeki wykorzystamy przykład naszego własnego organizmu? Nawet w dzisiejszych, przesiąkniętych nauką czasach, co roku odkrywamy nowe informacje na temat wpływu poszczególnych składników odżywczych na nasze ciała. Wciąż jesteśmy bardzo daleko od momentu, w którym będziemy mogli powiedzieć, że wiemy na ten temat wszystko. Jaki efekt mogą mieć na nas pozornie subtelne zmiany wywoływane w drodze manipulacji genami naszego pożywienia? Potencjalne ryzyko obejmuje m.in. pojawienie się nowych alergenów, a także stopniowe uodpornienie się człowieka na antybiotyki, w związku z rozwojem odpornych na nie genów we florze bakteryjnej naszych jelit. Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak niebezpieczne w skutkach mogły by być tego rodzaju „komplikacje”… A to przecież zaledwie początek długiej listy.

Nieprzypadkowo na świecie istnieją tylko dwa kraje, które zaaprobowały rozwój technologii i produkcję GMO: USA i Kanada. Co ciekawe i warte podkreślenia – badania dowodzące rzekomej nieszkodliwości zmodyfikowanego genetycznie jedzenia, które umożliwiły wprowadzenie go na te dwa rynki były prowadzone przez… korporacje, które stoją za powstaniem GMO. To powinno zapalić lampkę ostrzegawczą w głowie każdego, logicznie myślącego człowieka.

To jednak bynajmniej nie jedyna kontrowersja powiązana z praktykami tychże korporacji. O innych przykładach, w tym o kontrowersyjnym stosowaniu patentów, opowiem Wam w kolejnej notce poświęconej temu tematowi.