To pytanie, które na pewnym etapie zadaje sobie większość smakoszy słodyczy przechodzących na zieloną dietę. Wbrew pozorom nie tak łatwo znaleźć jednoznaczną odpowiedź – istnieją argumenty zarówno za jednym, jak i drugim punktem widzenia. Co bardziej ortodoksyjni weganie będą Was przekonywać, byście nigdy nie tykały miodu, bo robiąc to przyczyniacie się do okradania pszczół i narażacie ich życie i zdrowie na szwank. Ci, którzy uznają się za bardziej racjonalnych pokręcą głową i popukają się w czoło… ale po kolei.

Weganizm a ideologia

To, jak patrzymy na obecność miodu w naszej diecie jest w pewnym stopniu uzależnione od tego, czy weganizm jest dla nas sprawą ideologiczną, czy jedynie/głównie sposobem na zdrowe życie. To właśnie ta pierwsza grupa wskazuje, że hodowle pszczół wiążą się z nieprzyjemnymi praktykami, które za nic mają dobrobyt biednych zwierzaków. Jakimi? Cóż, przede wszystkim chodzi o odbieranie im miodu, który dla ula jest cennym źródłem pożywienia – zastępuje się go czystym cukrem, który, jak wiadomo, bogaty jest wyłącznie w kalorie. Ponadto wskazuje się jeszcze np. okaleczanie królowych (odcina się im skrzydła), a także ich sztuczne zapładnianie nasieniem pozyskiwanym z zabijanych w tym celu samców. Większość z nas wyobrażając sobie pasieki widzi cokolwiek idylliczny obraz skąpanej w słońcu polany z drewnianymi ulami, sadem jabłkowym gdzieś w tle i uśmiechniętym starszym panem w okularach, który zdjął właśnie górną część ochronnego kombinezonu. I nawet jest w tym trochę prawdy, kłopot w tym, że ten obrazek odnosi się bardziej do roku 1975 niż 2016. Kiedyś to była pasja, którą często zajmowali się ludzie naprawdę te zwierzaki kochający i starający się żyć z nimi w symbiozie. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania wiele się jednak zmieniło. Współcześnie hodowla pszczół to de facto manufaktura – podobnie, jak w przypadku kurczaków, świń czy bydła. Robi się wszystko, by zmaksymalizować wydajność, a tym samym zyski.

Argumenty drugiej strony

Wegańscy zwolennicy miodu stwierdzają z kolei, że „złota słodycz”, sama z siebie nie jest de facto produktem pochodzenia zwierzęcego, a zebranym przez pszczoły nektarem roślinnym. I w gruncie rzeczy mają rację, choć w praktyce – nie w 100%. Produkując miód pożyteczne owady mieszają bowiem z nektarem substancje własne, a tym samym można uznać, że posiada on pewien niewielki procent tworów odzwierzęcych. Drugim argumentem wskazywanym przez miodojadów jest fakt, że nikt nie zmusza przecież wegan do kupowania miodu z niepewnych źródeł. Na rynku wciąż funkcjonuje trochę aktywnych, hobbystycznych, małych pasiek, których właściciele często traktują swoje hodowle w sposób znacznie bardziej humanitarny i z pewnością będą wdzięczni za finansowe wsparcie. Można by wręcz powiedzieć, że w dzisiejszych czasach ta ekologiczna, przejęta losem zwierząt i naturalnością produktów nisza jest dla nich szansą na przetrwanie, bowiem w innych warunkach rywalizacja z wielkimi pszczelimi „manufakturami” jest praktycznie niemożliwa. I fakt, że tego argumentu nie da się już zbić tak łatwo. Co ciekawe, zdrowy miód produkuje sie także w miastach, o czym możesz przeczytać tutaj.

Ostatecznie wybór, jak zawsze, należy do Was – byle świadomy i konsekwentny 🙂