O szkodliwych substancjach w kosmetykach pisałam już na GreenWitch niedawno. Temat jest niestety szerszy. Poza niebezpieczną dla zdrowia chemią, producenci kosmetyków wykorzystują w ich składach także całą gamę substancji, które choć niekoniecznie groźne, są po prostu – nie owijając w bawełnę – obrzydliwe. Osobiście nie mam ochoty smarować swojej twarzy czymś, co w każdej innej sytuacji przyprawia mnie o mdłości. Jako przykładna Zielona Wiedźma chciałabym ostrzec przed tym i Was. Co takiego można więc znaleźć w kosmetykach leżących na sklepowych półkach?

Znacie Ambrę? Ta substancja nazywana jest czasem „złotem morza”, co oczywiście sugeruje, że jest niesamowicie cenna – na rynku bywa wyceniana nawet na 90 dolarów za litr. Głównym atutem Ambry jest jej charakterystyczny zapach. Chcecie wiedzieć, co kryje się pod tą ładną, nieco tajemniczą nazwą? Otóż Ambra to przypominająca wosk substancja, stanowiąca naturalną ochronę układu pokarmowego wielorybów przed różnorakimi ostrymi przedmiotami. Pozyskuje się ją – nie inaczej – z zawartości ich żołądka lub jelit. Mówiąc wprost: z wymiocin.

Inną obrzydliwością trafiającą do kosmetyków są… dziecięce napletki. Stosuje się je w różnorakich preparatach, mających oddalać od nas widmo starości i zapewniać nam młodociany wygląd. Swoją popularność składnik zawdzięcza temu, że jest naturalnym źródłem kolagenu i fibroblastów – dzięki temu zawierające go kremy świetnie wygładzają zmarszczki. W razie, gdyby którakolwiek z Was miała wątpliwości, napletki pozyskiwane są w sposób zupełnie naturalny, z obrzezywanych na całym świecie mężczyzn. Do wygładzania zmarszczek stosuje się zresztą także inną substancję pochodzenia ludzkiego – wydalane przez matki po urodzeniu dziecka łożyska. Ten organ tymczasowy jest źródłem cennego białka oraz wielu hormonów, co czyni z niego ceniony składnik wielu kremów i balsamów.

Z kolei mocznik – naturalnie stanowi jedną z głównych części składowych moczu. Często znajduje zastosowanie m.in. w odżywkach do włosów i kremach nawilżających. Do pielęgnacji włosów często stosuje się też preparaty z zawartością nasienia byka. Występujący w nim rzadki typ białka ma doskonałe wartości nawilżające i nabłyszczające.

W stosowanych na całym świecie preparatach można też znaleźć m.in. kurzy szpik kostny, rybie łuski, gaz pieprzowy, czy zużyty w fast foodach i restauracjach, poddany recyklingowi olej. Tak, drogie Panie, większość z nas,nieświadomie smarowała się kiedyś zawartością czyjejś frytkownicy. Pozostaje się chyba tylko cieszyć, że nie talerza.

Ciarki przechodzą po plecach, nie? Dlatego właśnie dla mnie – i dla każdego, kto uczyni GreenWitch swoim stylem życia – tak strasznie ważne jest czytanie ulotek i składów chemicznych produktów, których mamy zamiar używać. Najlepiej od razu kupować rzeczy sprawdzone, które poza doskonałą jakością, zapewniają nam też spokój ducha i gwarantują, że w tubce nie znajduje się żadne wykwintnie nazwane paskudztwo. Stawiajmy zawsze na produkty w 100% roślinne.